WEGAŃSKIE OPOWIEŚCI Z CAŁEGO ŚWIATA: NORWEGIA

jak to jest być weganką w Norwegii?

Jak to jest być weganką w Norwegii? Czy przeciętny turysta ma w tym kraju szanse na roślinny posiłek? I jak miejscowi traktują roślinożerców? Przeczytaj wywiad i przekonaj się!

“Wegańskie opowieści z całego świata” to cykl wywiadów, w których – jak nietrudno się domyślić – weganie z różnych krajów opowiadają mi (i przy okazji Wam), jak to jest być roślinożercą w danym miejscu. W serii pojawiło się już kilkanaście wywiadów, m.in. na temat weganizmu w Kanadzie, Niemczech, Meksyku, Australii czy Chinach.

Jeśli jesteś weganinem lub weganką, mieszkasz na stałe poza granicami Polski i masz ochotę opowiedzieć o tym mi i moim czytelnikom, odezwij się! Oczywiście w grę wchodzą przede wszystkim kraje, o których jeszcze nie było wpisów.

KLAUDIA I NORWEGIA

Dziś porweganizm w Norwegiiozmawiamy sobie o tym, jak to jest być weganką w Norwegii. O swoich przeżyciach w tym temacie opowie Klaudia. Moja sympatyczna rozmówczyni mieszka w Norwegii od lipca zeszłego roku, mniej więcej wtedy przeszła też na dietę roślinną. Od niedawna Klaudia prowadzi również bloga klaudiaka.pl – jeżeli wywiad się Wam spodoba, koniecznie do niej zajrzyjcie po więcej!

Jak się żyje weganom w Norwegii?

W Norwegii mieszkam od lipca 2015 roku, więc stosunkowo krótko. Zaraz po wyjeździe z Polski przeszłam na dietę roślinną, głównie ze względów zdrowotnych. Wydaje mi się, że bycie na diecie wegańskiej w każdym zakątku świata rządzi się zasadą: Dla chcącego nic trudnego! Dla mnie życie tutaj nie jest trudne, ale to wszystko zależy od indywidualnego podejścia. Już od dłuższego czasu w większości gotowałam w domu, więc fakt, że w mieście, w którym mieszkam nie ma stricte knajp wegańskich, nie stanowi dla mnie żadnej przeszkody. Jeżeli ktoś jest na diecie roślinnej mając odpowiednią wiedzę, zasoby pomysłów, inspiracji oraz zamienników odzwierzęcych produktów, poradzi sobie wszędzie. :)

Jak ludzie w Norwegii podchodzą do wegan i idei weganizmu? Panuje tolerancja, nikt nikomu do talerza nie zagląda czy raczej ludzie uważają to za totalne dziwactwo?

W Norwegii nikt nigdy nie nazwał mnie dziwakiem. Myślę, że ludzie są coraz bardziej świadomi, a na fakt, że jestem na diecie roślinnej reagują bardziej z zaciekawieniem i podziwem. Mieszkam w małym mieście, ale mimo to nie mam problemu, żeby zjeść wegańsko. Polecam rozmowę z obsługą! Sama pracuję w popularnej tutaj, azjatyckiej restauracji, gdzie w karcie nie mamy dań wegańskich. Jednak na życzenie, bez problemu przygotowany zostanie wegański wok z mlekiem kokosowym, albo pyszny zestaw sushi! W Norwegii popularne są lunchowe bufety, na których często dominują potrawy mięsne i rybne. Jednak obsługa zazwyczaj jest bardzo otwarta i w cenie bufetu dostaniemy dodatkowe, roślinne danie. Ostatnio jedząc burgera w jednej z knajp, zamieniono mi mięso na grillowane warzywa. Było tak samo pysznie, a dla kucharzy nie stanowiło to żadnego problemu. Bądźmy otwarci i nie bójmy się pytać! Jeżeli robimy to uprzejmie i z uśmiechem na twarzy, na pewno nikt nie odmówi nam pomocy.
Nie zauważyłam, żeby Norwegowie kierowali się oklepanymi stereotypami i zaglądali innym do talerzy. Ja osobiście nie mam żadnych negatywnych doświadczeń! :)

Jak jest z dostępnością wegańskich produktów w Norwegii?

Jeśli chodzi o dostępność wegańskich produktów w sklepach, szczególnie gotowców, z tym bywa różnie. Mleka roślinne, jogurty czy śmietanki kupimy w większości sklepów. Co do tofu, parówek, wędlin i całej reszty – będzie dużo ciężej. Ja osobiście nie jadam tego typu rzeczy, a tofu kupuje w sklepach ze zdrową żywnością sporadycznie. Jednak tak jak już napisałam, podstawowe produkty roślinne dostaniemy prawie na każdym kroku. Również wyjście na kawę nie stanowi problemu, w większości kawiarni jest dostępne mleko sojowe. Ja sama obeznałam się już w najpopularniejszych tutaj sieciach sklepów i dokładnie wiem, gdzie dostanę jaki produkt. Często w większych supermarketach da się znaleźć wegański odpowiednik masła, serek topiony w plastrach, mrożonki z sojowymi stekami, lody np. szwedzkiej marki Oatly. Jednak na wegańskie wędliny, tofu czy tempeh jeszcze nie trafiłam, one dostępne są głównie w sklepach ze zdrową żywnością.

Czy macie tam jakieś wegańskie przysmaki (dania albo produkty spożywcze), których w Polsce nie ma, i koniecznie polecasz spróbować albo nawet kupić sobie zapasik czegoś (jeśli to jakiś produkt) do przywiezienia do Polski?

Norweskie przysmaki cechują się głównie tym, że… Składają się z produktów odzwierzęcych, czasami bardzo dziwacznych jak np. gotowane wątróbki dorsza! Zapach podobno niemiłosiernie obrzydliwy. Jednak wracając do pytania, jedyne co przychodzi mi do głowy to niektóre produkty pod marką własną lokalnych sklepów. Przykładowo sieć sklepów COOP posiada wiele towarów ekologicznych opatrzonych swoją marką, które często są tańsze, a przy okazji przepyszne! Z tych produktów moim uzależnieniem jest gorzka czekolada 70% kakao, daktyle, figi i mleko ryżowe pod marką tego właśnie sklepu. Wszystko z certyfikatem eko, w atrakcyjnej cenie, pychota!

A jak z cenami produktów stricte wegańskich w porównaniu do zarobków i ogólnych kosztów życia są tanie czy drogie? I jak wypadają w porównaniu z cenami podobnych produktów w Polsce?

Z cenami nie ma tragedii, a nawet dodam więcej, niektóre mleka roślinne są tańsze niż te tradycyjne! Ceny mlek roślinnych wahają się od około 7 zł do 15 zł, a więc jak na norweskie warunki i zarobki to naprawdę niewiele. Najtańsze mleko krowie można tutaj dostać za jakieś 8 zł. Śmietanki sojowe też nie wychodzą drogo, coś około 5 zł, w zależności od marki. Tofu, które kupuje w sklepie ze zdrową żywnością kosztuje około 30 zł za 400 g., więc cena jest wyższa niż w Polsce. Również inne gotowce do najtańszych nie należą. Opakowanie serka topionego w plastrach, w supermarkecie dostaniemy za jakieś 15 zł. W porównaniu do Polski ceny mogą wydawać się wysokie, jednak w stosunku do norweskich warunków i zarobków wcale takie nie są!

Miałaś w Norwegii jakieś zabawne przejścia związane z twoim weganizmem? Masz jakieś anegdotki?

Przez niecałe osiem miesięcy mojej diety roślinnej żadnych anegdotek nie nazbierałam, ale wspomnę, że ludzie z mojego otoczenia reagują z ogromną czułością i radością, kiedy zrobią dla mnie coś wegańskiego, albo jeżeli okażę się, że znalazło się coś, co mogę jeść. Kiedy tylko znajdą jakieś wydarzenie związane z dietą roślinną czy wegetariańską, zaraz z telefonem w ręku pędzą, żeby mnie o tym poinformować! Nigdy nie czułam się tutaj jak dziwak. Niedawno, będąc na imprezie pracowniczej, dostałam specjalnie przygotowane dla mnie wegańskie danie, podczas gdy reszta przyrządzała sobie burgery z wyłożonych na stole składników.

Czy chciałabyś coś jeszcze dodać na temat weganizmu w Norwegii?

Chciałabym wspomnieć, że sporą dla mnie przeszkodą tutaj jest mała dostępność kasz, takich jak jaglana, gryczana etc. Zapas tych produktów staram się zawsze zabierać ze sobą z Polski. Kasza jaglana, jeśli już ją dostaniemy, jest bardzo droga, jakieś 25 zł za 500g… Kaszę gryczaną zaś możemy znaleźć w sklepach z importowaną żywnością, prowadzonych przez obcokrajowców. Plusem jest to, że w norweskich sklepach jest mnóstwo tanich warzyw strączkowych w kartonikach oraz w puszkach, które bardzo często są ekologiczne. Za 3-5 zł kupimy kartonik białej, czerwonej fasoli czy ciecierzycy. Również ich suche, nieprzetworzone odpowiedniki do drogich nie należą. Najłatwiej znaleźć soczewicę, zarówno zieloną, jak i czerwoną,
Jeżeli ktoś wybiera się na wakacje do Norwegii, warto zaopatrzyć się w te mniej dostępne produkty. Norwegia jest bardzo drogim krajem, więc zarówno mięsożerca jak i roślinożerca musi wydać sporo pieniędzy, żeby spędzić tutaj chociażby krótki weekend. Jednak tak jak pisałam na początku, dla chcącego nic trudnego, warto dokładnie przewertować sklepy i nie zrażać się po pierwszym niepowodzeniu.
Dla wegańskich turystów dodam jeszcze, że w praktycznie wszystkich kioskach można kupić wegańskie batoniki RawBite, smoothie, świeże banany czy orzechy. Więc nawet w krytycznym momencie można podratować się szybką, ale jednocześnie zdrową przekąską. ;)

*

Podobało się? W takim razie polub mnie na fejsbuku i zaobserwuj na bloglovin, aby nie przegapić kolejnych wpisów!