WEGANIZM – CO W TYM TRUDNEGO?

Czy weganizm jest trudny? Sprawdź, jakie problemy możesz napotkać i jak je rozwiązać!

Czy tego chcemy, czy nie, na weganizmie (zwłaszcza na samym początku) możemy natknąć się na różne trudności. No nie ma co oszukiwać – w naszym kraju, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach, weganom może być trochę ciężko.

Jedni od razu jakoś sobie z tymi problemami radzą, kombinują, wymyślają, inni – nie… i marudzą… Postanowiłam zatem zebrać do kupy kilka dość powszechnych problemów wegan i podsunąć moje rozwiązania. Być może wpis ten przerodzi się w cykl, ale nie jest to jeszcze nic pewnego. W każdym razie jeżeli sami macie jakieś pytania i problemy odnośnie do codziennego wegańskiego życia, śmiało możecie pisać w komentarzach! Odpowiem od razu lub w kolejnym wpisie (jeżeli powstanie seria).

Problem 1: Brak dostępu do wegańskich produktów (gdy mieszka się na wsi, w małym mieście, na obrzeżach dużego miasta itp.)

Dopiero co pisałam o bilansowaniu diety wegańskiej – z tamtego wpisu możesz wynieść info, że… wegańskie jedzenie jest wszędzie! W końcu podstawa roślinnej diety to warzywa, owoce, kasze, makarony, ryż, orzechy, pestki, ziarna itp. Takie produkty dostaniesz wszędzie, nawet w jedynym spożywczaku w jakiejś zapadłej wiosce! Jeśli jednak lubisz tofu, tempeh, sojowe jogurty itp. lub po prostu brakuje ci smaków tradycyjnej diety i chcesz je czymś zamienić, zawsze możesz…

a) pojechać do pobliskiego dużego miasta i zrobić zapasy takich produktów,

b) zrobić większe zamówienie w internetach (np. na urbanvegan.pl, evergreen.pl, vegekoszyk.pl itp.).

Dużo tego typu produktów można kupić w większych opakowaniach (np. 2 kg tofu, kostkę 2,5 kg sera żółtego), a większość można mrozić, więc nie ma się co bać, że zamówisz/kupisz za dużo i się zepsuje.

Problem 2: Cały dzień na uczelni/w pracy, w pobliżu nie ma żadnej knajpy z wegańskimi opcjami w menu, a przeżyć od rana do wieczora na kanapkach ciężko.

Trochę wyobraźni, trochę inicjatywy! Kanapki można zamienić na tysiąc pięćset sto dziewięćset innych pysznych i odżywczych posiłków (sprawdź mój wpis 10 pomysłów na drugie śniadanie do szkoły lub pracy). Jeśli wolisz coś ciepłego, zainwestuj po prostu w termos obiadowy – wieczorem ugotuj sobie obiadek na 2-3 dni (albo w weekend, gdy masz więcej czasu, nagotuj na cały tydzień kilka potraw i zamroź!), rano tylko odgrzej, załaduj do termosu i voila! Inna opcja – w knajpach możesz zapytać, czy nie przygotują ci czegoś roślinnego, możesz też wybrać jakieś danie z menu i poprosić, by niewegańskie składniki zamienili ci na roślinne itp. Więcej o tym, jak zamawiać posiłki w niewegańskich restauracjach przeczytasz na blogu Vegan Island.

Problem 3: Babcia ugotowała rosół z kury i jak tu jej odmówić? To w końcu babcia, tak się starała!

Rozumiem sentyment do babci, ale czy zwierzęta zabijane po to, żeby być zjedzone, nie cierpią bardziej niż babcia, której uczucia zranisz odmawiając posiłku? Zresztą… nie musisz od razu z grubej rury walić, że nie zjesz, bo mięso to barbarzyństwo! Wytłumacz na spokojnie swojej babci (cioci, mamie, teściowej, komukolwiek), dlaczego nie jesz mięsa i innych produktów odzwierzęcych, powiedz też o tym, jak eliminacja takich produktów wpływa na zdrowie. Możesz też ugodowo zaproponować, że następnym razem ty ugotujesz dla babci (cioci, mamy, teściowej itp) rosół w wersji wegańskiej, żeby przekonała się, że takie jedzenie też jest bardzo smaczne!

Problem 4: Zaproszenie na wesele, komunię czy inną tego typu imprezę, gdzie w menu na bank będzie rosół i schabowe. Co zrobić?

No jak to co? Powiedzieć gospodarzowi o swojej diecie i zapytać, czy jest możliwość przygotowania dla ciebie osobno czegoś 100% roślinnego. Niektórym pewnie wydaje się to nieco bezczelne, ale spójrzmy na to z tej strony – gdybyś miał uczulenie np. na laktozę i białko jaja kurzego, też byś nic nie powiedział? I co – siedziałbyś głodny? A może, żeby nie robić gospodarzom, przykrości wciągnąłbyś panierowane w jajku kotlety i tort bitą śmietaną? No bez jaj! Jasne, że byś powiedział! Tak samo możesz powiedzieć, że nie jesz nic odzwierzęcego. Nie musisz wdawać się w zawiłe wyjaśnienia, usprawiedliwiać się itp. Po prostu to powiedz i spytaj, czy jest możliwość, żeby dla ciebie przygotowano osobne, roślinne posiłki.

Problem 5: Brak czasu na gotowanie. Co więc jeść, skoro większość kupnych gotowców czy posiłków w knajpach nie jest wegańska?

A właśnie, że bardzo dużo gotowców jest wegańskich i na ich podstawie spokojnie można sobie na super szybko coś upichcić w domu! Przykład: zupy-krem (farmerska, szparagowa, dyniowa), mrożone pyzy ziemniaczane, warzywne mrożonki, pierogi z kapustą i grzybami, sosy w słoikach w Biedronce, kluski śląskie i pyzy ziemniaczane Aviko, kopytko Aviko, kopytka, spody do pizzy, warzywne mrożonki, pierogi z kapustą i grzybami w Tesco, knedle z truskawkami, knedle ze śliwkami w Carrefour… I tak dalej, i tak dalej. Sprawdź mój wpis Wegańskie mrożonki, gotowce i półprodukty, by dowiedzieć się więcej. Jeśli wyrazicie taką chęć, mogę nawet przygotować wpis z kilkoma pomysłami na szybkie obiady skomponowane z gotowców i mrożonek.

Co posiłków w knajpach, znów patrz wpis Eweliny – jak zamawiać posiłki w niewegańskich restauracjach.

Problem 6: Mieszkanie i bycie wciąć utrzymywanym przez rodziców – a ci nie chcą słyszeć o żadnym weganizmie!

Na ten temat był już cały artykuł. Przeczytaj wpis Jak przekonać rodziców do weganizmu?

 

Pst, sprawdź też:

*

Podobało się? W takim razie polub mnie na fejsbuku i zaobserwuj na bloglovin, aby nie przegapić kolejnych wpisów!