TYGODNIK [2/52] – NOWY EBOOK, TYDZIEŃ PEŁEN BÓLU I PIERWSZE RAZY

podsumowanie tygodnia

To był bolesny, ale i pracowity tydzień. No i miałam nowe “pierwsze razy” :) Sprawdź, co się u mnie działo, co czytałam i co oglądałam.

Szacuneczek, proszę państwa, że zmobilizowałam się do napisania drugiego wpisu z serii Tygodnik. Zaplanowałam sobie wpisy na bloga na ten tydzień, oczywiście pomijając ten. Przypomniałam sobie w ostatniej chwili, ale może kiedyś wejdzie mi to w krew :)

Praca, praca i jeszcze raz praca

Choć sporo odpoczywałam, a raczej… dogorywałam (ale o tym zaraz!), to ubiegły tydzień minął mi pod znakiem pracy. Co nietypowe dla mnie – skupiłam się na jednym głównym zadaniu, czyli uprawiałam monotasking. Nawet gadanie na stories – co uwielbiam robić! – odłożyłam na bok!
A nad czym tak pracowałam? Ano nad nowym ebookiem. Bardzo chciałam go w końcu dopiąć, i tak też się stało. W sobotę ujrzał światło dzienne ebook “WEGANIZM W PIGUŁCE. Odpowiedzi na 87 najczęściej zadanych pytań”. Więcej o nim pisałam w osobnym wpisie, także zapraszam:

WEGANIZM W PIGUŁCE – 87 NAJCZĘŚCIEJ ZADAWANYCH PYTAŃ

W tym wpisie macie też całą listę pytań, na które krótko i konkretnie odpowiadam w ebooku.
W weekend sprzedało się prawie 100 sztuk, tak że jestem z siebie dumna, a dodatkowo bardzo się cieszę, że moi obserwatorzy i czytelnicy obdarzają mnie takim zaufaniem.

Ebook weganizm w pigułce

Co najlepsze – już dostałam pierwsze pozytywne recenzje! Jedną z nich (taką właściwie mini recenzję) znajdziecie poniżej, jak klikniecie w zdjęcie.


Wyświetl ten post na Instagramie.

Post udostępniony przez Viviana P. (@viviana.p)

Tydzień pod znakiem bólu

Od kilku miesięcy nie miałam takiego bólowego combo, co w zeszłym tygodniu… Okres (pierwsze 2 dni jestem nie do życia), ciężkie zatrucie pokarmowe i migreny… No koszmar! Ale o takich dniach, gdy czujemy się najgorzej na świecie i jedyne, o czym marzymy, to zwinięcie się w kłębek i przespanie bólu, też trzeba mówić i pamiętać.

Przede wszystkim dlatego, aby docenić swoje zdrowie i dobre samopoczucie w okresach pozaokresowych i pozachorobowych. To zdrowie i dobre samopoczucie, brak jakiegokolwiek bólu i dyskomfortu przecież bierzemy często za pewnik, traktujemy jako normalny stan… A to nie jest dane nam na zawsze, więc doceniajmy!

Po drugie – takie bolesne dni mnie (i wielu z Was pewnie też) uświadamiają, jaką szczęściarą jestem, że ma się kto mną zaopiekować. Gdy mam okres i płaczę nad bólem brzuchem i tym, że czuję się jak kupa, obok mnie jest mój najwspanialszy na świecie chłopak, który zamawia mi zestaw fast foodów rodem z maka (tylko w wersji vegan), żeby choć trochę poprawić mi humor. Zobaczcie zresztą sami, jakie pysznościiiii!

wegański fast food jak z mcdonalna

A kiedy skarżę się, że mnie coś boli, brzuch, głowa, cokolwiek, zawsze zapyta, czy może mi jakoś pomóc, czy może coś dla mnie zrobić. Pobiegnie do apteki, obejrzy ze mną film, by odwrócić myśli od bólu,  albo przypomni żebym małymi łyczkami popijała elektrolity. To jest cudowne i czuję za to ogromną wdzięczność!

Przy okazji przypominam mój wpis sprzed dwóch lat, napisany po pobycie w szpitalu:

7 RZECZY, KTÓRYCH NAUCZYŁA MNIE CHOROBA

Pierwsze razy

W zeszłym tygodniu miałam też swoje dwa pierwsze razy… Oba dały mi ogromną frajdę i od teraz na pewno będą mi umilać czas podczas przerw od pracy (staram się go spędzać aktywnie, przede wszystkim poruszać się, bo podczas pracy głównie siedzę albo stoję, a pracuję głową).

Pierwsza to jazda na wrotkach. Te wrotki kupiłam sobie w nagrodę za rzucenie palenia… Tylko rok po wyznaczonym terminie, hehe. Zaczęcam zresztą do przeczytania tego wpisu:

JAK RZUCIŁAM PALENIE? ZAMIENIŁAM TO W GRĘ. ZOBACZ JAK!

Gdy w 2017 postanowiłam już na dobre rzucić palenie, to wyznaczyłam sobie półroczny “okres próbny”, po którym będę mogła uznać, że się udało. gdy te 6 miesięcy minie – powiedziałam sobie – w nagrodę kupię sobie wrotki. Piękne, różowe albo w panterkę. No i minęło 6 miesięcy, potem rok i 1,5 roku… Aż w końcu kupiłam sobie te wrotki! Tylko że to było w Polsce, był listopad, było zimno i pogoda nie zachęcała do jazdy. No ale w Playa to co innego! Ostatnio kupiłam ochraniacze, wysokie skarpetki i ruszyłam! Było super!


Wyświetl ten post na Instagramie.

Post udostępniony przez Aśka Rzeźnik (@askarzeznik)

Kolejny pierwszy raz, jakiego doświadczyłam w zeszłym tygodniu, to gra w ping ponga. Mamy tutaj na tym naszym osiedlu stół do ping ponga, więc Kajtek postanowił, że będziemy grać. Myślała, że totalnie nie będzie mi to wychodzić, a jednak szło mi nieźle i również w tym odnalazłam mnóstwo frajdy! Super!

Czytane i oglądane

Książka: Ten dzień

Czasem potrzebuję jakiegoś takiego babskiego czytadła, romansidła albo innego obyczaju… Tego typu “nieambitne” książki dają mi po prostu relaks. Często po całym dniu pracy sięgam jeszcze po lekturę, która mnie w tym kierunku rozwija, co w ogóle nie przestawia mojego mózgu na tryb odpoczynku. Dlatego do poduszki nieraz czytam takie czytadła. No, teraz jak już się wytłumaczyłam, to mogę Wam napisać, o co chodzi, hehe.

Otóż ta książka Ten dzień to druga część książki 365 dni, która z grubsza jest o tym, że sycylijski mafioso porywa Polkę, która przyjechała na Sycylię na wakacje, i zapowiada, że będzie ją więził przez rok, bo chce jej dać szansę, żeby się w nim zakochała. Bo on ją przed laty zobaczył w wizji, gdy był w śmierci klinicznej, i od tej pory jej szukał. Druga część, czyli Ten dzień, to kontynuacja, więc nie będę spoilerować. Powiem tylko, że to jest okropna szmira, ale każdy z nas czasem potrzebuje odprężenia ze szmirą niewymagającą wielu procesów myślowych. Wtedy ta seria się sprawdzi, obiecuję! Nie obiecuję jednak, że polubicie główną bohaterkę… Oj, to chyba będzie trudne ;)

Aha, książka jest dostępna na Legimi. Ja tylko takie czytam :)

Film: Black Mirror. Bandersnatch

Jeśli jeszcze nie wiecie – to jest film interaktywny, w którym za bohatera podejmujemy decyzje, w wyniku czego film toczy się albo w jedną, albo w drugą stronę, dzięki czemu mamy kilka różnych zakończeń. Jeżeli lubicie serię Black Mirror, to myślę, że Wam się spodoba. Dla mnie 6/10 – fajnie było oglądać różne opcje zakończeń, ale zdecydowanie bardziej wolę tego typu gry na Playstation (np. Hidden Agenda). Jeśli jednak szukacie filmu na sobotni wieczór, to polecam!

Film: Whiplash

Opis przeczytajcie sobie na Filmwebie, albo obejrzyjcie trailer na YT. Ja powiem tylko swoje wrażenia – dla mnie 6/10, niby spoko, ale wyraźnie czegoś tam brakowało. Potem, gdy po filmie rozmawialiśmy z Kajtkiem o naszych odczuciach, K. zwrócił uwagę na jedną rzecz – wnioski płynące z tego filmu są… złe. Ktoś może wyciągnąć bardzo kiepską naukę z tego, dla siebie. I na podstawie zachowania głównego bohatera i tego, jaki dla niego jest finał. I na podstawie zachowania nauczyciela i również zakończenia tego dla głównego bohatera. Tak że ja jednak nie polecam, mimo że sam film był niezły.

Na blogu