THROWBACK THURSDAY: PIERWSZE WRAŻENIA Z SYCYLII

Sycylia

Jak się dogadać na Sycylii? Co jest pięknego w brudnym Palermo? Jak Sycylijczycy opiekują się bezdomnymi kotami? Sprawdź!

Postanowiłam, że wspominki co tydzień to zdecydowanie za dużo, zwłaszcza dla mojej pamięci, która przecież na co dzień nie ogarnia, jaki jest dzień tygodnia, tak że

seria Throwback Thursday zostaje, ale wpis będzie pojawiał się co 2 tygodnie!

Dziś jako tło wpisu posłuży to oto zdjęcie:

No elo Palermo ❤

Post udostępniony przez Aśka Rzeźnik (@mortycja_com)

Jest to moje pierwsze zdjęcie z Palermo. Zrobiłam je – jak nietrudno się domyślić – gdy tylko wysiadłam z samolotu i z  zachwytem zakrzyknęłam “wow!”. Totalnie nie wiedziałam wtedy, czego oczekiwać po tym miejscu na świecie. Nie oczekiwałam więc niczego, tylko czekałam na rozwój wydarzeń. Dziś, po 4-ech miesiącach mieszkania tutaj, pora podzielić się z Wami pierwszymi wrażeniami!

I naprawdę będą to pierwsze wrażenia – takie, którymi chciałam się podzielić z Wami już po pierwszym miesiącu, ale jakoś się nie złożyło.

Po pierwsze – jest przepięknie! Nieważne, że mówią, że Sycylia jest brudna i zaniedbana, ja ją kocham. Oczywiście zapewne łatwo kochać i podziwiać Sycylię mieszkając na zadupiu (Mondello) w willi nad samym morzem, za plecami mając ogromną skalistą górę (bardzo podobną do tej na zdjęciu)…  ale i łażąc po mieście – faktycznie trochę brudnym, bo przecież Sycylia jest biednym regionem – cały czas mam rozbiegany wzrok, zachwycając się tymi wąskimi uliczkami, miejscową architekturą i lokalnym folklorem typu rozświetlone neonami mini kapliczki wbudowane w zwyczajne budynki. Może i brudno, może i czasem nawet śmierdząco, ale cholera, tu jest pięknie i już! Nikt mnie nie przekona, że jest inaczej! No sami spójrzcie:

Po drugie – piękne jest to, jak bardzo Sycylijczycy mają wywalone! Nie mówią po angielsku, a Ty nie mówisz po włosku? No i co z tego? I tak będą do Ciebie radośnie zagadywać! I takie podejście przejawia się chyba we wszystkich dziedzinach życia (co oczywiście nieraz jest drażniące jak sam skurwysyn, bo przez to jakiś miesiąc nie mieliśmy internetu, bo nie mogliśmy się doprosić, by go nam naprawili, ale dziś się z tego śmiejemy, bo trochę się tym podejściem zaraziliśmy). I w sumie racja – czym tu się przejmować? Po co traktować życie śmiertelnie poważnie? Przybijam piątkę z lokalsami i staram się żyć na podobnym chillu!

Po trzecie – dogadać się po angielsku? Zapomnij! Gdy robiliśmy objazdówkę po kontynentalnych Włoszech, w niektórych miejscach dało się dogadać po angielsku, więc liczyłam, że uda się i tutaj… Zapomnij! Po angielsku czasem mówią młode osoby, ale raczej nie te, które spotkasz na swojej drodze, np. kelnerki, kanarzy czy sklepikarze. Na szczęście z podstawową znajomością włoskiego (choć tutaj też nie mówią stricte po włosku, mają własny dialekt) i machaniem rękami dużo da się osiągnąć.

Po czwarte – konserwatywnie w kuchni, ale… wciąż pysznie! We wpisie o weganizmie na Sycylii już pisałam, że podejście do kuchni Sycylijczycy mają totalnie konserwatywne, więc nie ma za wiele wegańskich miejsc, ale włoskie pomidorki, z których robi się najlepszy na świecie sos, rekompensują to wszystko. Czyli pizza marinara (ale uwaga, tutaj marinara to często pizza z anchois, więc trzeba czytać menu i przy zamówieniu zaznaczać, że się chce bez nich, czyli “senza acciuga”) czy pasta alla norma w wersji pozbawionej sera wystarczają do szczęścia. Przynajmniej mnie i Kajtkowi!

Po piąte – Sycylijczycy bardzo troszczą się o bezdomne zwierzęta. Na początku strasznie mnie to wzruszało, potem się przyzwyczaiłam. Wiadomo, w końcu sama od zawsze jestem Matką Kotów (zernijcie TUTAJ na moją kolekcję kotałkowych zdjęć z Palermo). Ale! Sycylijczycy nie tylko dokarmiają liczne i organizujące się w spore stada koty oraz bardzo nieliczne, ale zawsze wielkie psy, ale też organizują im schronienie. Tutaj nie ma schronisk, bo przez cały rok jest w miarę ciepło, więc o bezdomniaki trzeba zadbać w inny sposób. Dwa bezdomne i zawsze senne z przejedzenia psy z Mondello jeszcze do niedawna miały budę z prawdziwego zdarzenia tuż przy jakimś kiosku (nie wiem, co się z tą budą stało, ale ostatnio jej nie widziałam), a koty mają całe osiedle domków z plastikowych pudełek dających im schronienie przez zimnem i deszczem. Ba, na Mikołajki sama dołożyłam dwa mini domeczki, ale ostatnio ktoś je chyba capnął :(

Po szóste – tutaj domom nadaje się imiona! Może nie takim domom typu kamienice i bloki, ale willom owszem! Nasza nazywa się Casa del Mar.

Sycylia

I po siódme – kierowcy na Sycylii to szaleńcy! Jeżdżą jak chcą, nie respektują przepisów drogowych ani znaków, jeżdżą totalnie na czutę, i parkują byle gdzie (czasami blokując wąską ulicę, bo czemu nie?) ale – co ciekawe – mają ogromną kulturę wobec rowerzystów. Uważają na nich, przepuszczają, nie trąbią, nawet często ignorują, jak się wymusi pierwszeństwo. Tak że jeśli chcesz wypożyczać auto na Sycylii, to upewnij się, że wszystkie ziemskie sprawy masz pozamykane, hehe.