PRZYCHODZI WEGANIN DO LEKARZA…

Jesteś weganinem, a lekarz mówi ci, że bez mięsa umrzesz i na twoją dietę zwala winę za wszystkie choroby? Sprawdź, jak reagować!

Taka sytuacja – wezwałam pogotowie, bo brzuch boli mnie tak, że wydaje mi się, że z tego bólu zaraz umrę. Leżę na łóżku, zalewam się z bólu łzami i czekam, aż zastrzyki, które dostałam zaczną działać, a pan ratownik medyczny wypełnia papierki. Wcześniej przeprowadził ze mną wywiad, więc wie, że jestem weganką. Żeby na pewno była jasność – strasznie boli mnie brzuch, mam podejrzenie kolki wątrobowej, która może być spowodowana między innym zbyt dużą ilością tłuszczy odzwierzęcych w diecie. Nie jedzeniem warzyw, nie brakiem produktów odzwierzęcych… A pan ratownik na odchodne zaleca mi jednak czasem zjeść trochę mięska, choćby kawałek kurczaczka albo indyka. 

Albo to – moja pierwsza wizyta u fizjoterapeuty. Ponieważ prowadzę siedzący tryb życia i na dodatek się garbię, mam przeokrutnie spięte mięśnie przy karku i ramionach. Fizjoterapeuta robiąc swoje robi mi przy okazji wykład na temat żywienia. Stwierdza, że:

  • powinnam chociaż jajka jeść, bo one mają wszystkie potrzebne człowiekowi aminokwasy,
  • dieta wegańska to strasznie ciężka i trudna rzecz,
  • trzeba jeść różnorodnie (czyli nie tylko roślinnie), żeby być w pełni sił fizycznych i umysłowych,
  • to nieprawda, że – jak powiedział ktośtam – jesteśmy grobami zwierząt.

Niestety, to nie ja jestem pechowcem, który trafia na takie dziwne lekarskie indywidua. Takie podejście lekarzy do diety roślinnej zdarza się – jak zdołałam się zorientować wśród innych wegan – nagminnie! Psychiatra usilnie starający się znaleźć powiązanie między dietą roślinną a obniżonym nastrojem, lekarka twierdząca, że strączki to świetne źródło witaminy B12, ortopeda wmawiający, że bez mięsa w diecie tkanki się nie zrosną… To tylko kilka przykładów (więcej poczytacie sobie TU i TU) na totalną ignorancję lekarzy w kwestii tematu odżywiania… A przecież, cholera, jesteś tym, co jesz, i jedzenie naprawdę ma ogromny wpływ na nasze zdrowie! Nie wiem, ile godzin zajęć z tego tematu mają na studiach przyszli lekarze, ale z mojego doświadczenia w tym temacie i z tego, co czytam wydaje mi się, że wpaja im się tylko żywieniowe mity… Czy możemy coś z tym zrobić, czy jesteśmy zmuszeni znosić te absurdalne i niemające często pokrycia w rzeczywistości teksty?

JAK POWINIEN ZACHOWYWAĆ SIĘ WEGANIN U LEKARZA?

Ponieważ liczba wegan stale wzrasta, myślę, że lekarze powinni wziąć na klatę istnienie takiego zjawiska jak dieta roślinna i potrafić się do niego w profesjonalny sposób ustosunkować. Ustosunkować, czyli choćby potrafić wskazać produkty spożywcze, które w przypadku określonej choroby mogą pomóc poczuć się lepiej, oraz te, których raczej powinno się unikać. Albo w przypadku kiepskich wyników badań, np. krwi, zwrócić uwagę na roślinne produkty, które mogą pomóc w uzupełnieniu niedoborów. Tymczasem gdy chorujesz na anemię, na pewno usłyszysz od lekarza, że powinieneś jeść mięso!

Dlatego właśnie nie można się wstydzić przyznać lekarzowi do swojej diety. Ja długi czas nie miałam ochoty przyznawać się do tego lekarzom w obawie usłyszenia wykładu, jak to źle robię. No ale jeśli wszyscy będziemy się wstydzić czy obawiać, to jedynie będziemy utwierdzać lekarzy w przekonaniu, że weganie to jakieś jednostkowe przypadki dziwactwa. A jeśli taki lekarz raz, drugi, piąty i dziesiąty natknie się na weganina, to może w końcu się nieco doedukuje?

Właśnie… apropopo edukacji. Wiem, że lekarze mają wysoki autorytet i ludzie nie chcą czy nawet zwyczajnie nie mają sił na to, by z nimi dyskutować, ale ja polecam jednak to robić. Jeśli słyszysz od lekarza bzdury niemające oparcia w żadnych naukowych badaniach, uświadom mu jego błąd, udowodnij, że nie ma racji! Nie mówię, oczywiście, o żadnej agresywnej dyskusji czy oburzaniu się. Najlepiej zwyczajnie być samemu dobrze wyedukowanym w temacie i umieć powołać się na konkretne naukowe badania potwierdzające nasze racje. Jeśli lekarze sami się w tematyce dietetyki nie dokształcają, to dokształćmy ich my! Albo zmotywujmy ich, by poszerzyli swoją wiedzę! Wierzę, że człowiek, który jest czy chce być w swoim zawodzie profesjonalistą, a kilka razy usłyszy, jak bardzo się myli, pójdzie w końcu po rozum do głowy i samodzielnie zechce się dokształcić. No bo serio – kto by chciał wychodzić przed swoimi klientami (którymi wszak pacjenci dla lekarzy są) na durnia?

Kolejna kwestia to przyjmowanie leków… Wiem, że dla niektórych wegan to jest kwestia problematyczna, bo przecież leki testuje się na zwierzętach, no i ich składy też wegańskie zazwyczaj nie są. Pamiętajcie jednak, że weganizm to nie męczeństwo – czasem te leki trzeba po prostu wziąć, no sorry. Jak macie z tym problem, spójrzcie na to z tej strony – żywi (no bo wiecie – od niektórych chorób się umiera) i zdrowi zrobicie dla zwierząt znacznie więcej. Dlatego niech was nie kusi, by mówić lekarzom, że w żadnym wypadku nie weźmiecie leków, i pytać, czy nie ma jakichś naturalnych sposobów. Wiecie, kiedyś ludzie faktycznie leczyli się jedynie naturalnymi sposobami, ale też przy okazji umierali gdzieś w okolicach trzydziestki czy czterdziestki, więc to nie jest najlepsze potwierdzenie teorii, że bez leków da się żyć. Możecie natomiast zapytać o zamienniki przepisanych leków, np. bez kapsułki żelatynowej, bez laktozy czy… bez czegośtam innego, co odzwierzęcego do leków dodają.

Aha, z mojego doświadczenia wynika, że, niestety, lekarz z NFZ i lekarz z prywatnej przychodni podchodzą do tematu trochę inaczej. W Luxmedzie, gdzie mam wykupiony pakiet i gdzie zazwyczaj chodzę i do internisty i do specjalistów, jeszcze nigdy żaden lekarz nie powiedział mi żadnych bzdur na temat mojej diety. Można? Można! A przecież na lekarzy z NFZ również wydajemy swoje pieniądze, choć nie robimy tego bezpośrednio, więc mamy prawo od nich wymagać profesjonalizmu i nieszerzenia bzdurnych żywieniowych mitów! Płacimy, więc wymagajmy!

Pst, przeczytaj też:

*

Podobało się? W takim razie polub mnie na fejsbuku i zaobserwuj na bloglovin, aby nie przegapić kolejnych wpisów!