CZY WEGANIE CZUJĄ SIĘ LEPSI?

Tak. Nie. Pomidor. Pytanie jest strasznie głupie, ale ta kwestia pojawia się dosyć często, więc pora rozprawić się w końcu z tym tematem!

Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że ten wpis jest wyrazem MOICH obserwacji, poglądów i przemyśleń. Absolutnie nie robię z siebie samozwańczej przedstawicielki całej wegańskiej socjety. No. Skoro już to napisałam, to teraz mogę pojechać!

*

No więc jestem sobie weganką. Weganką, której wybór stylu życia wypływa z poglądu, że inne zwierzęta równe są człowiekowi i mają takie samo prawo do życia, wolności, potomstwa, warto dodać. Weganizm odgrywa więc ogromną rolę w moich codziennych wyborach, głównie tych konsumenckich. Gdy więc robię zakupy spożywcze, kosmetyczne czy wybieram miejsce, gdzie udam się na kawę lub obiad z przyjaciółką czy chłopakiem, mniej lub bardziej świadomie myślę o zwierzętach. O tym, żeby swoimi wyborami nie wspierać ich cierpienia i śmierci. Podobnie, gdy w gronie znajomych, zaczyna się rozmowa na tematy okołowegańskie, staram się w forsować swój światopogląd, choć bez fanatyzmu, i wtedy też myślę o zwierzętach. Nie patrzę na nikogo z góry, staram się nie osądzać (heloł, sama do niedawna wpieprzałam produkty odzwierzęce, aż mi się uszy trzęsły!), nie zastanawiam się nawet nad tym, czy dzięki swemu weganizmowi jestem lepszym od innych człowiekiem.

Ale gdy zatrzymałam się nad tematem i głęboko się zastanowiłam, czy dzięki temu, że jestem weganką, czuję się lepsza od wszystkożerców czy nawet wegetarian, doszłam do wniosku, że muszę udzielić dyplomatycznej odpowiedzi “Pomidor”.

Z jednej strony nie – nie czuję się lepsza. Czuję się bardziej świadoma (oczywiście, wiem, że są wszystkożercy, którzy dokładnie sobie zdają sprawę, jak mięsny, nabiałowy i jajeczny biznes wygląda, i biorą to na klatę, ale nie oszukujmy się – większość osób wciąż z ogromnym zdziwieniem pyta, dlaczego ci popaprani weganie rezygnują z mleka i jajek, a potem z jeszcze większym zdziwieniem słucha odpowiedzi i nie wie, co powiedzieć). Czuję, że moja empatia jest jednak na nieco wyższym poziomie niż empatia wszystkożerców. Czuję się też silniejsza, bo zdaję sobie sprawę, że niektórzy nie mają na tyle silnej woli, aby mimo chęci całkowicie zrezygnować z produktów odzwierzęcych (wieloletni weganie mówią często, że to takie proste, ale to bullshit – to nie jest wcale takie hop siup, ale jest do zrobienia). Gdy wezmę to wszystko do kupy i podsumuję, to… wychodzi mi, że jestem (staram się być) dobrym człowiekiem, ale nie określiłabym się jako LEPSZA. Po prostu uważam, że takie porównywanie się w kwestiach etyki niczemu nie służy, a może wręcz idei weganizmu zaszkodzić.

Z drugiej strony – owszem, czuję się lepsza i chętnie się do tego przyznam. Tylko, że nie od innych, bo, jak mówię, staram się nie porównywać do innych, a do… swojej wizji siebie. Czuję się więc lepsza od… dawnej siebie. Od siebie, która jadła mięso czy nawet tej, która już mięsa, nabiału i jajek nie jadła, ale wciąż trudno jej było porzucić słodycze zawierające składniki odzwierzęce. Nie przekładam jednak tego na innych ludzi.

Oczywiście, znajdą się i tacy, którzy z samej racji wyboru bycia weganami, czują się lepsi od innych. Czy słusznie, czy nie, nie wiem, też nie chcę oceniać… Pewnie zależy od okoliczności. Jeżeli są wegańską Matką Teresą poświęcającą cały swój czas zwierzakom i przyjaznemu promowaniu idei weganizmu, to może i mają prawo do czucia się lepszymi? A co jeżeli temu poczuciu bycia lepszym człowiekiem dają upust okazując innym ludziom – wszystkożercom czy nawet wegetarianom, a może nawet i mniej aktywnym weganom – wyższość? Cóż, wtedy mogę tylko powiedzieć, że współczuję niskiej samooceny i nadrabiania kompleksów w ten sposób… Bo ludzie znający swoją wartość i mający wyważony obraz siebie nie będą się wywyższać nad innymi, choćby i mieli ku temu tysiąc powodów (więc jeśli nawet czujecie się lepsi z racji bycia vegan, to bardzo Was proszę – nie przyznawajcie się do tego i nie róbcie opinii wegańskiej socjecie).