11 CIEKAWOSTEK NA MÓJ TEMAT

Ciekawostki na mój temat już się na blogu pojawiły, ale ponieważ staty mają niezłe, to publikuję kolejne. Żarcik, to nie staty, po prostu wiem, że mnie kochacie i jesteście żądni kolejnych (ale jeszcze nie mam na tyle fejmu, żeby pisał o nich pudelek).

1. Byłam hipsterką, zanim… w ogóle wynaleziono to słowo, hehe. W pięknych czasach liceum nosiłam na przykład zawsze 2 różne skarpetki (w sumie wciąż mi się to zdarza), z pełną premedytacją. Gdy ktoś pytał, dlaczego tak, odpowiadałam, jak na pierwszego na świecie hipstera przystało “bo wszyscy noszą 2 takie same”. Co najciekawsze, ostatnio dowiedziałam się, że och łał jakiś projektant też lansuje taki trend, widziałam też już nieraz kogoś w dwóch różnych skarpetkach. Przypadek? Nie sądzę, po prostu jestę trendsetterką, wiadomka.

2. Uwielbiam kupować jedzenie. Jedni jak wchodzą do sklepu z ciuchami, to wpadają w ciąg i nie mogą się powstrzymać, a ja idę do sklepu np. po imbir lub banany, a wracam z całą torbą żarcia. I żeby to jeszcze były słodycze czy coś takiego… Ale nie! Ja nałogowo kupuję owoce, warzywa, mrożonki, a nawet… parówki! Po prostu lubię mieć lodówę pełną żarcia, żebym miała zawsze dużo opcji do wyboru na śniadanie, obiad czy przekąskę…

3. Mimo, że moje koty mają swoje stałe imiona (w sumie to każdy ma po 2-3 takie stałe imiona), to ja i tak zawsze spontanicznie wymyślam im nowe, totalnie dziwaczne, np. Bubu Bąbelek, Pan Pampuch / Pampiszon, Bąkisław-Bambisław itp.

4. Mam manię wymyślania tytułów książek (których, oczywiście, nigdy nie napiszę, po prostu wymyślam dobrze, intrygująco lub absurdalnie brzmiące tytuły i oto cała filozofia) i wystaw fotograficznych. Co więcej, mimo, że zdjęcia robię mocno amatorsko (i to głównie focie typu instagramowego) i wcale nie marzę, by się w tym kierunku rozwijać, to skrycie wierzę, że te wystawy, dla których tytuły już wymyśliłam, w końcu zrealizuję!

5. Wierzę, że zombie apokalipsa naprawdę kiedyś nastąpi i czasem zdarza mi się na zupełnie serio martwić, że akurat, gdy wybuchnie, będę z dala od moich bliskich (nie kryję, że myślę tu przede o Jacku), i w związku z tym obmyślam, jak się do nich dostanę.

6. Zrobienie wszystkich moich tatuaży zajęło mi już w sumie aż 30 godzin! Oczywiście, nie było to 30 godzin wyjęte z życia, bo czas tatuowania zawsze spędzam pożytecznie na czytaniu książek (w sumie już nawet z tego słynę w moim studiu, że dobrze się mnie tatuuje, bo zaczytuję się i jakby mnie nie było – nie jęczę, nie krzywię się z bólu, nie krzyczę, nie mdleję, nie proszę co 5 minut o przerwę).

7. Zazwyczaj mam całkiem udane relacje z byłymi moich facetów, po prostu się z nimi dobrze dogaduję… Ba, Jacka eks dogadujemy się na tyle spoko, że… dorabiam sobie u niej kilka godzin w tygodniu!

8. Bardzo lubię koloryzować swoje historie. Oczywiście, robię to zawsze w tak przerysowany sposób, że każdy zdaje sobie sprawę, że to moje wymysły, po prostu… samo mi tak wychodzi. Chcę np. powiedzieć Jackowi, że szłam po chleb w moim kombinezonie-myszce, a wychodząc z bramy natknęłam się na jakiegoś kolesia, który strasznie był moim widokiem zaskoczony, lecz zamiast tego wychodzi mi coś w tym stylu:
– szłam sobie po chleb w moim stroju myszki i wychodzę z bramy, a tam jakiś koleś patrzy, a ja zaczynam robić magiczne sztuczki, tańczyć, śpiewać i w ogóle! W końcu mój występ się kończy, kłaniam się i oddalam czym prędzej podśpiewując sobie deszczową piosenkę, a on klaszcze taki wgapiony we mnie ze szczęką na ziemi!

9. Bardzo często zdarza mi się zanudzać swoich słuchaczy strasznie nudnymi i nieistotnymi szczegółami. Zwłaszcza po pijaku. Nie potrafię powiedzieć czegoś zwięźle, tylko opowiadam bardzo dokładnie, np. zamiast po prostu powiedzieć, że wyszłam z domu, to zaczynam od tego, że musiałam cośtam załatwić, gdzieśtam, tu zazwyczaj jakaś dygresja, i w końcu wyszłam… I takie tam. Naprawdę nie potrafię tego powstrzymać. W trakcie, gdy tak opowiadam dociera do mnie, że po cholerę o tym gadam, ale jest już za późno… I na przyszłość wcale nie wynoszę z tego nauki, resetuję się i znów robię to samo!

10. Gdy ktoś znienacka spyta mnie, o czym marzę, to nie potrafię opowiedzieć, bo ja po prostu nie mam jakichś takich nie wiadomo jakich mrzonek (no nie wiem, typu podróż dookoła świata, zdobycie nagrody nobla czy inne tego typu pierdy, które ludzie zazwyczaj wymieniają jako swoje marzenia), tylko plany, które stale staram się wprowadzać w życie i choć małymi etapami realizować.

11. Na głowie miałam już niemalże każdy kolor z wyjątkiem zielonego (no chyba, że siwo-zielony po zejściu szamponetki się liczy?) i totalnie białego (ale mało brakowało). Obecnie, jakby ktoś się jeszcze nie zorientował, jestem niebieska.