WEGAŃSKIE OPOWIEŚCI Z CAŁEGO ŚWIATA: TURCJA

Jak to jest być weganinem w Turcji? Jakie przysmaki są wegańskie? Czy w Turcji jest szansa na roślinne mleko? I jak miejscowi podchodzą do idei weganizmu? Przeczytaj wywiad i sprawdź!

W „wegańskich opowieściach z całego świata” serwuję wam wywiady na temat weganizmu w różnych krajach. Pytam osoby, które mieszkają (lub mieszkały) poza granicami Polski o to, jak im się tam – jako roślinożercom – żyje, jak tubylcy podchodzą do weganizmu itp. Dotychczas pojawiło się już 11 wywiadów, m.in. na temat weganizmu w Japonii, Tajlandii, Australii czy Meksyku.

Dziś za to wybierzemy się do Turcji. O byciu weganinem w tym kraju opowiedział mi Sebastian “Buniek” Jackowski. Sebastian prowadzi bloga Szary Czytelnik, a zdjęcia w tym wpisie są jego autorstwa. Przeczytajcie, co sam o sobie mówi:

„Jak napisałem w moim CV, Al Bundy zdobył trzy przyłożenia w jednym meczu, a ja robiąc licencjat na małej, nieznanej szerszemu gronu publiczności uczelni byłem na trzech Erasmusach. W okresie styczeń-czerwiec 2013 miałem przyjemność studiowania na Aksaray University w samym centrum Turcji. Czemu Turcja? Zachłyśnięty poezją Jaromira Nohavicy chciałem studiować w czeskiej Ostrawie (nie, nie chodziło o legalną trawkę i prostytucję). Rozważałem też Wilno, Rygę i Talin. Miało być blisko, tanio i przyjaźnie. Zdałem wymagane egzaminy, przygotowałem się mentalnie na wyjazd, ogłosiłem wszystkim, że wyjeżdżam, zrobiłem imprezę urodzinową dwa miesiące przed czasem i…. okazało się, że wskutek pewnych, zawiłych formalności mogę jechać tylko do Turcji. Skojarzenia miałem typowo polskie: gorąco, kebab, islam…”

Skoro poznaliście już nieco osobę mojego rozmówcy, pora przejść do meritum!

Jak to jest być weganinem w Turcji?

Na początek rozgraniczmy dwie kwestie. Pierwsza: Turcja to duży, bardzo zróżnicowany kraj. Moje podróże ograniczały się do środkowo-wschodniego terytorium i to o tej części będę pisał.. Wiele osób uważa te rejony za bardziej niedostępne, dzikie i nieprzyjazne. Mi ten osąd wydaje się niesłuszny. Druga sprawa – jestem zmuszony rozczarować wakacyjnych turystów. Wczasy ‘all inclusive” w Alaniyi nijak mają się do prawdziwego pobytu w Turcji. Typowo turystyczne miasta położone tuż nad morzem, w które tak chętnie Polacy wyjeżdżają, raczej nie sprzyjają gastronomicznym uniesieniom. Hotele, bary i restauracje gotują pod zagraniczną klientelę, tak więc na lokalne przysmaki nie ma co liczyć. Zaś do co samego weganizmu w Turcji… Jeśli zależy Ci na sklepach z zielonym znaczkiem V, klimatycznych wegańskich knajpach, wege spotkaniach, grupach aktywistów i wydarzeniach, muszę Cię rozczarować. W Turcji nie są to popularne rzeczy i nie czuć tego trendu na weganizm tak jak w polskich miastach.

Jak ludzie w Turcji podchodzą do wegan i idei weganizmu? Panuje tolerancja, nikt nikomu do talerza nie zagląda czy raczej ludzie uważają to za totalne dziwactwo?

Turcy to niezwykle tolerancyjni i przyjaźni ludzie. Nikomu nie przeszkadza krzyż na szyi czy brak mięsa na talerzu. O idei weganizmu czy wegetarianizmu nie wiedzą zbyt wiele, większość napotkanych ludzi (dotyczy to również studentów) nie mówi po angielsku, więc ciężko mi stwierdzić rzeczywisty poziom wiedzy czy świadomości. Do mojego odstępstwa od normy zawsze podchodzono z szacunkiem.

Jak jest z dostępnością wegańskich produktów w Turcji? Trudno czy łatwo? Trzeba kombinować i jechać na drugi koniec miasta za parówką sojową czy w co drugim sklepie można takie produkty kupić? I czy są dostępne jakieś typowo wegańskie produkty, których w Polsce raczej nie można dostać lub jest to trudne?

Kiedy wyjeżdżałem do Turcji moja dieta opierała się na kaszach, ryżach i mrożonkach. Nie wiedziałem czym jest ciecierzyca, soja, a soczewicę znałem wyłącznie z puszki. Jako maminsynek zostałem rzucony na głęboką wodę. Nigdy nie byłem entuzjastą zamienników mięsa, tak więc specjalnie się za nimi nie rozglądałem. Pod względem produktów naturalnie wegańskich jest w Turcji naprawdę świetnie… Sklepowe półki uginają się pod ciężarem kasz, zbóż, strączków czy orzechów. Lokalne owoce i warzywa są bardzo tanie. Oczywiście obowiązuje tu ta sama zasada, co w Polsce: jeśli chcesz zaoszczędzić, kupuj sezonowe produkty. O ile mnie pamięć nie myli, za cztery dorodne grejpfruty płaciłem około 60 groszy. Tuż przy moim bloku zatrzymywał się wóz z którego lokalny rolnik sprzedawał arbuzy i melony. Rachunek za dwie wielkie reklamówki wypełnione zieleniną potrafił oscylować w granicach 5 zł. Zaznaczam, że w popularnych turystycznie miejscach ceny potrafią być kilkukrotnie wyższe. Lokalne targi są tanie, o ile nie natraficie na sprzedawcę chcącego was oskubać. Na początku polecam robić zakupy w lokalnych dyskontach, gdzie mamy możliwość konfrontacji cen.

A jak z cenami produktów stricte wegańskich (tofu, parówek, mlek roślinnych itp.) – w porównaniu do zarobków i ogólnych kosztów życia są tanie czy drogie? I jak wypadają w porównaniu z cenami podobnych produktów w Polsce?

Osobiście nie spotkałem się z mlekami roślinnymi i tym podobnymi dobrami. Popyt na takie towary byłby zbyt niski, by wprowadzić roślinne zamienniki do stałej oferty sklepów.

Miałeś w Turcji jakieś zabawne przejścia związane z twoim weganizmem? Masz jakieś anegdotki?

Będąc w Mardin, mieście położonym rzut beretem od granicy z Syrią, poszliśmy do lepszej restauracji serwującej kebab. Jak to w takich miejscach bywa, nim na dobre usiedliśmy, kelner przyniósł dzbanki z zimną wodą, pieczywo i dużo, naprawdę dużo różnych surówek, dipów i warzyw. Opcji roślinnej nie było. Dla mnie sprawa była załatwiona, miałem zapewnioną masę warzyw, więc nie było sensu robić problemów. Kelner zaproponował, że przyniesie zupę z soczewicy. Rzeczywiście tak się stało. Jak później się dowiedziałem ten lokal serwuje tylko mięso z grilla, a po moją zupę musiano wysłać kogoś do innej restauracji. Wszystko to, bym nie był głodny. Co warte podkreślenia, płaci się tylko za mięso – warzywa i pieczywo były za friko!

Jest jeszcze coś, co chcesz dodać od siebie w temacie weganizmu w Turcji?

Ależ oczywiście. Teraz pora na to, co tygrysy lubią najbardziej, czyli moje wskazówki co do życia w Turcji:

1. Corba – tradycyjna turecka zupa z soczewicy w polskich restauracjach potrafiąca kosztować krocie. Jak wygląda tradycyjny proces przygotowania takiej zupy? Otwieramy szybkowar, wsypujemy czerwoną soczewicę, przyprawy, zalewamy wodą i gotujemy…

2. W ramach ciekawostki… Nie ma falafeli ani kebabów znanych nam z Polski. Doner, czyli znany nam kebab w Turcji wygląda inaczej. To podłużna bułka z położoną nań sałatą, pomidorami, kilkoma frytkami i mięsem z kurczaka. Żadnego, sosu, kapusty itp. Zwykła kanapka. Zazwyczaj dodają do tego świetną surówkę w której rzodkiewki mają rozmiar pięści. Czaj (herbata) jest darmowy, a po uregulowaniu rachunku właściciel spryska wam dłonie wodą kolońską i zaproponuje goździki, aby odświeżyć oddech.

3. Cikofte… Nic nie jest w stanie zastąpić mi tej potrawy… Każda opowieść o Turcji zaczyna i kończy się na cikofte. To taki turecki naleśnik wypełniony farszem, sałatą, miętą, pietruszką i spryskany syropem z granatu. Tego smaku nie da się podrobić. W centrum miasta co kilka minut można znaleźć lokale zajmujące się przygotowaniem tego posiłku. Cena waha się od 1,5 TL do 3TL. (~2 – 7zł). Co odróżnia cikofte od naszych fastfoodów? Za witrynami lokali są świeże warzywa, a samo danie jest niezwykle zdrowe. Nim spłyną na mnie hejty, że kofte to przecież mielone mięso pozwólcie sobie coś wyjaśnić. Cikofte jest wegańskie, tylko nikt tego w Turcji nie podkreśla. Podobno kiedyś znaleziono tam mięso osła, od tego czasu jest 100% vegan… Tak dla pewności. Legendarnego przysmaku możecie spróbować będąc również w Niemczech, Belgii czy Holandii. Polecam stronę cigkoftem.com, to sieć franczyz posiadające lokale również w Europie.

4. Turecka i kurdyjska gościnność jest czymś co zasługuje chociażby na krótkie wtrącenie. Będąc w miejscu rzadko odwiedzanym przez turystów, nie zdziwcie się, że ktoś nie znający słowa po angielsku będzie chciał z wami porozmawiać, a nawet zaprosi was na czaj.

5. Jakość produktów spożywczych jest nieporównywalnie lepsza niż w Polsce. Soki, dżemy, pieczywo z czarnuszką, owoce… To wszystko smakuje tak dobrze, że Turcję warto odwiedzić choćby tylko po to by podjeść jak człowiek.

*

Podobało się? W takim razie polub mnie na fejsbuku i zaobserwuj na bloglovin, aby nie przegapić kolejnych wpisów!