WEGAŃSKIE OPOWIEŚCI Z CAŁEGO ŚWIATA: TAJLANDIA

Jak to jest być weganką w Tajlandii? Jak miejscowi reagują na wegan? Czy jest gdzie porządnie się najeść roślinnych przysmaków? Przeczytaj i sprawdź!

W “wegańskich opowieściach z całego  świata” rozmawiam z weganami mieszkającymi poza Polską o tym, jak to jest być roślinożercą tam, gdzie żyją.  Dotychczas ukazały się rozmowy na temat weganizmu w…

A dziś za to porozmawiamy sobie o Tajlandii. Moją rozmówczynią jest Beata Lalla Jakuszewska -blogująca na lalla.pl psycholożka, pasjonatka podróży i dobrego jedzenia. W Tajlandii mieszka i pracuje już dwa lata.

weganizm w Tajlandii
Poznajcie Beatę, moją rozmówczynię!

Jak to jest być weganką w Tajlandii?

Tajlandia to bez wątpienia jeden z najlepszych krajów świata dla wegan! Szaleństwo smaków, mix azjatyckiej kuchni, znajomość pojęcia weganizmu (tajskie „jay”) i dostępne produkty – raj!

Jak ludzie w Tajlandii podchodzą do wegan i idei weganizmu? Panuje tolerancja, nikt nikomu do talerza nie zagląda czy raczej ludzie uważają to za totalne dziwactwo?

Z racji tego, że główną religią Tajlandii jest buddyzm, a buddyści należący do niektórych odłamów tej religii odżywiają się bezmięsnie, świadomość jest dość duża. Do tego należało by dodać wegański post – festiwal wege, który odbywa się tu corocznie od ponad 180 lat – a tym samym czas, kiedy wegańskiego jedzenia jest aż nadmiar. Swoje robią też Hindusi – w Indiatown jest ich sporo. Tworzą tu zakątki wypełnione wege kuchnią.
W tym świetle weganizm jawi się jako jeden z naturalnych wyborów. Nie dziwi, nie zaskakuje, a ilość miejsc, gdzie można skosztować takiej kuchni mówi sama za siebie. Tajskie społeczeństwo jest nad wyraz tolerancyjne – do talerza nikt nikomu bez wątpienia nie zagląda :)

Jak jest z dostępnością wegańskich produktów w Tajlandii? Trudno czy łatwo? Trzeba kombinować i jechać na drugi koniec miasta za parówką sojową czy w co drugim sklepie można takie produkty kupić? I czy są dostępne jakieś typowo wegańskie produkty, których w Polsce raczej nie można dostać lub jest to trudne?

Wegańskich produktów jest tu dużo. Na każdym rogu mleka sojowe, ryżowe, kokosowe – i wszelkie ich wariacje smakowe. Sojowe jogurty. Kilkanaście odmian tofu. Wędliny i parówki sojowe – głównie w sklepach przy buddyjskich wegetariańskich jadłodajniach. Za to restauracji wegańskich tu bez liku, a w wielu innych karta z daniami bezmięsnymi to rzecz normalna.

A jak z cenami produktów stricte wegańskich (tofu, parówek, mlek roślinnych itp.) – w porównaniu do zarobków i ogólnych kosztów życia są tanie czy drogie? I jak wypadają w porównaniu z cenami podobnych produktów w Polsce?

Ceny w porównaniu do zarobków ekspata – bardzo niskie. Bez wątpienia o dużo niższe niż w Polsce.
Mleka sojowe – od 1 zł. Jogurty sojowe – do 2 zł. Parówki, wędliny, wegańskie wersje ryb, kaczek itp. – od 3 zł. Dania w małych restauracyjkach – od 4 zł. Streetfood – od 2 zł. Jest w czym wybierać :)

Miałaś w Tajlandii jakieś zabawne przejścia związane z twoim weganizmem? Masz jakieś anegdotki?

Może nie będzie to anegdotka, ale…
W Tajlandii istnieje jeden znak, który określa jedzenie wegańskie (jay). Jest to znak podobny do numeru 17 w czerwonym kolorze na żółtym tle. Ale! W tym rozumieniu wegańskie znaczy: bez mięsa, nabiału, jajek, cebuli i czosnku. Znakiem tym, a dokładnie naklejką z tym symbolem, posługuję się na co dzień w nowych miejscach. Jest to dla mnie o dużo łatwiejsze niż tłumaczenie za każdym razem: bezmięsne, bez nabiału itp. Więc wyciągam ten znam, a wokół radość i podziw. Dlaczego?
Żeby zrozumieć, trzeba cofnąć się do pewnej historii sprzed 180 lat.

Wtedy to grupa muzyków występujących dla chińskiej mniejszości zamieszkującej wyspę Phuket, nie jedząc mięsa oraz oddając hołd Dziewięciu Bogom-Cesarzom wyleczyła się z dziwnej choroby, która dotknęła całą lokalną społeczność. Miejscowym bardzo spodobał się sposób, w jaki muzycy powrócili do zdrowia i właśnie wtedy, pierwszego wieczora dziewiątego miesiąca księżycowego, wprowadzono w życie pomysł o corocznej organizacji festiwalu, którego celem było i jest przepędzenie złych mocy i sprowadzenie szczęścia. Do dziś więc obchodom święta towarzyszą występy teatrów, muzyków, akrobatów. A czas festiwalu stał się czasem postu – niejedzenia produktów odzwierzęcych.

Nietrudno więc wyobrazić sobie to, że gdy pokazuję nalepkę ze znakiem „jay”, budzę od razu wśród Tajów skojarzenia z buddyjskim postem, oczyszczaniem – nad wyraz pozytywne.

tajski znak jay
Tajski znak “jay”

Czy jest jeszcze coś, co chciałabyś na temat weganizmu w Tajlandii przekazać czytelnikom mojego bloga?

Tajlandia to bez wątpienia wegetariański raj! Ale uwaga na streetfood – nie każda potrawa wyglądająca na wegańską taka może być. Ba! Nawet niekoniecznie będzie wegetariańska. Sprawcą tego jest wszechobecne tu sos sojowy i ostrygowy dodawane do wielu dań. Warto upewnić się, że w przypadku zamawianego dania nie są one jednymi ze składników.

Jedzenia wegańskiego jest tu na pęczki. Dania na bazie soi, tofu, seitana, przeróżnych warzyw i owoców dostępne są wszędzie. Grillowane banany i słodkie ziemniaki na ulicach, zapiekane banany i tofu, pikantne sałatki tajskie z zielonej papai i mango, a do tego wszechobecny smak trawy cytrynowej, limonki kaffir i papryczek chili – kulinarny raj!

*

Podobało się? W takim razie polub mnie na fejsbuku i zaobserwuj na bloglovin, aby nie przegapić kolejnych wpisów! A jeśli jesteś roślinożercą mieszkającym poza granicami Polski i chciał(a)byś opowiedzieć mi co nieco na ten temat, daj znać!