BYŁAM WEGANKĄ, ZANIM TO SIĘ STAŁO MODNE

strawberry-791607_1280

czyli o tym, czy powinniśmy martwić się, że weganizm stał się modny.

Mamy coraz więcej knajp stricte wegetariańskich i wegańskich (przynajmniej w większych miastach). Coraz więcej zwykłych restauracji wprowadza do swoich menu opcje roślinne. Wegańskie produkty można kupić w coraz większej liczbie sklepów – sojowych jogurtów czy wegańskiego sera nie trzeba już zamawiać przez internet i martwić się o to, czy nie zepsują się w trakcie transportu… Skąd nagle taka popularność roślinnych produktów i dań? No cóż, to żadna tajemnica – weganizm stał się modny. Parcie na zdrowe odżywianie od dawna jest w modzie, a że dieta roślinna jest super zdrowa (oczywiście, gdy jest odpowiednio zbilansowana), to w końcu musiała przyjść i pora na to, by weganizm stał się trendem. Czy to przekleństwo czy może błogosławieństwo?

Odkąd jestem weganką, coraz bardziej dostrzegam, że wielu wegan z powodu swojego stylu życia czuje się po prostu… lepszymi. Porównują się nie tylko z wszystkożercami, ale i z weganami. Wszystko może stać się powodem do gównoburzy i wytknięcia komuś, że jego weganizm nie jest prawdziwy, a on sam jest hipokrytą. Modny weganizm to kolejny wspaniały pretekst, by się czepiać i dzielić wegan na prawdziwych i nie. A przecież tak naprawdę… kogo obchodzi, dlaczego ktoś jest weganinem lub weganką? Bo na pewno nie zwierząt!

Zamiast martwić się tym, że niektórzy przechodzą na weganizm, bo to modne, powinniśmy raczej cieszyć się tym, co ten trend nam daje… A daje bardzo dużo!

Osobiście jaram się tym, że weganizm jest modny, bo mam dzięki temu bardzo ułatwione życie. Gdy mam ochotę na jogurt czy parówkę na śniadanie, nie muszę robić wcześniej wielkich zapasów albo lecieć na drugi koniec miasta – po prostu idę do Społemu oddalonego od mojego domu o 5 minut drogi. Kiedy mam ochotę na pizzę, nie muszę w zwykłej pizzerii zamawiać placka bez sera (co to za pizza bez sera?!) – mam przynajmniej 2 miejsca w okolicach wrocławskiego Rynku, gdzie zjem pizzę z pysznym wegańskim serem. A gdy robię zakupy kosmetyczne, nie muszę zawczasu sprawdzać w internetach, które powszechnie dostępne kosmetyki są wegańskie – idę do Rossmanna i szukam znaczka Vegan (thank God, że na moich ulubionych się on znajduje!). Kto wie, czy wytrzymałabym na weganizmie, gdybym musiała sama robić wszystko z fasoli, a kosmetyków szukać i zamawiać w internetach? A tak niedługo minie mi pierwszy rok na roślinach… I zapewne nie jestem jedyną, której łatwa dostępność roślinnych produktów pomaga wytrwać.

Modny weganizm to również świetna promocja takiego stylu życia – dzięki temu, że łatwo o roślinne produkty czy żarcie na mieście, więcej osób może chociażby spróbować zostać wege czy vegan albo… po prostu czasem wybrać opcję wegańską zamiast “tradycyjnej”. W tym drugim przypadku to też super, bo zwierzętom także robi to różnicę. Kiedy bowiem ktoś nawet nie zostaje weganinem na stałe, ale po prostu ogranicza konsumpcję odzwierzęcych produktów, również dzięki temu obniża na nie popyt, czyli w długofalowej perspektywie – przyczynia się do zmniejszenia cierpienia i śmierci zwierząt.

Dzięki temu, że weganizm jest dziś tak łatwy, nam, weganom, także łatwiej promować taki styl życia wśród swoich znajomych. Zamiast ględzić im o tym, że zwierzęta takie biedne (no biedne, ale takie teksty raczej nie działają – każdy wie, że mięso na jego talerzu pochodzi od martwego zwierzęcia), można po prostu zabrać ich na kawę z mlekiem ryżowym czy na zajebisty obiad do wege knajpy. W ten sposób w praktyce pokazujemy wszystkożernym znajomym, że weganie nie jedzą tylko trawy i kamieni, ale opychają się wspaniałymi smakołykami. U mnie taki sposób promocji weganizmu działa świetnie – moi znajomi, którzy nawet nie są (jeszcze!) wegetarianami, stołują się w wege knajpach, zajadają tofurnikiem, w domu przygotowują również 100% wegańskie dania. No i chwalą mi się tym!

Niektóry po opcje roślinne tak teraz łatwo dostępne sięgają z ciekawości i zostają przy nich skuszeni ich smakiem. Inni ciekawi, skąd nagle taki boom na produkty roślinne, zaczynają się interesować tematem, dzięki czemu zwiększa się ich świadomość w kwestii praw zwierząt i jest szansa, że zasilą szeregi wegańskiej braci. U mnie samej tak się zresztą zaczęło – kiedyś byłam bardzo sceptycznie nastawiona nawet do wegetarianizmu, a potem zaczęłam zdrowiej jeść i z tego względu postanowiłam spróbować diety bezmięsnej. Gdy zostałam wegetarianką, wkręciłam się w temat, poszerzyła się moja świadomość w tej dziedzinie i w efekcie zostałam weganką, już ze względów stricte etycznych.

Zastanawiam się nad tym, czy są jakieś minusy tego, że weganizm jest modny i… nic mi nie przychodzi do głowy. Ja widzę same plusy. Ale może wy mi coś podsuniecie? Czy raczej też się tym jaracie?

PS. Żeby mi się ktoś znowu nie przeczepił do tytułu – JA akurat nie byłam weganką, zanim stało się to modne, ale liczę, że tym tytułem przyciągnę tych, którzy się ze swoim jedynym tru weganizmem obnoszą i… może ich przekonam do zmiany zdania?

Pst! Przeczytaj też:

*

Podobało się? W takim razie polub mnie na fejsbuku i zaobserwuj na bloglovin, aby nie przegapić kolejnych wpisów!

  • minusy są takie, że już nie można być takim innym i buntownikiem bo “wszyscy” są weganami. jeżeli ktoś chciał się w ten sposób wyróżnić albo wyrazić swój bunt no to niestety już się nie da. dla niektórych samo słowo “modne” brzmi niemalże jak obelga. nie wiem, czemu. co złego jest w byciu modnym jeżeli moda jest fajna i zdrowa? źle jeżeli modne jest coś złego i głupiego.

  • Dla wegan moda na takie jedzenie jest dobra, bo jak sama napisałaś mają więcej możliwości. Dla reszty nie ma to raczej dużego znaczenia.

    Ja jestem #TeamMięso i rzadko kiedy mam dni, kiedy nie jem niczego mięsnego. Dla mnie taki wybór jest obecnie najciekawszy, ale czasem będę sobie testować wegańskie potrawy.

    P.S. Jedynym minusem są jak pisałaś oszołomy ;)

  • Monika

    Ja widzę minus bycie weganem, bo to modne. Jeżeli ktoś rezygnuje z produktów pochodzenia zwierzęcego z powodów innych niż etyczne to bardzo łatwo jest mu wrócić do wszystkiego. Kiedy nie hamuje Cię sumienie to właściwie możesz sięgnąć po wszystko. Widzę już jak za kilka lat całe rzesze byłych wegan zasilą rzeszę kotożerców, ośmiornian albo kosmitnian(kto wie co będzie modne?). Niestety to tylko zepsuje nam tró statystyki dotyczące powrotu do jedzenia mięsa. I mięsożerca powie- WIDZISZ, TAK SIĘ NIE DA ŻYĆ!! 90% ZREZYGNOWAŁO PO ROKU!!ONEONE11!!
    To nie będzie fajne.
    Co do argumentu dot zwierząt- jasne. Powody nie mają znaczenia. Boję się tylko tego co będzie potem :(

    • cóż, statystyki są takie, że weganie i wegetarianie wracają do jedzenia produktów odzwierzęcych bez względu na to, co akurat jest modne.
      ludzie też mają to do siebie, że dla tego, jak żyją i jakie poglądy wyznają ZAWSZE szukają potwierdzenia, że to jest słuszne. jeśli więc ktoś już staje się wege czy weganinem nawet dlatego, że to modne, to prawdopodobnie będzie szukał powodów, by się utwierdzić, że taki styl życia jest słuszny. co za tym idzie – taka osoba może wytrwać w tym weganizmie mimo, że zaczęło się od tego, że to modne.

  • Rzeczywiście, moda na weganizm to przede wszystkim ułatwienie życia tym, którzy głowili się gdzie kupić tofu. Nie widzę w tym nic złego bo to dobra moda- zdrowa żywność, zmniejszona sprzedaż produktów pochodzenia zwierzęcego. Sama jestem 100% vegan dopiero miesiąc, ale przyglądałam się jak bardzo weganizm sie rozprzestrzenił w ostatnich latach. Ci którzy uważają się za weganów na wyzszym poziomie zbywam- jak nie mają innego sposobu żeby poczuć się lepiej, niechże chociaż tą kosteczkę sobie pociućkają. Pozdrawiam :)

  • Doktor Witamina

    U mnie w mieście ( Telford – Anglia) niestety nie ma jeszcze wegańskiej knajpy. Pozdrawiam